| < Kwiecień 2006 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
O autorze

Be a book trader at BookMooch.com
sobota, 29 kwietnia 2006
Maraton

Maraton Bostoński ma już 110 lat... 17 kwietnia 2006 (Lany Poniedziałek) oglądałam go po raz pierwszy, w tłumie na Boylston Street, tuż przy linii finałowej na Copley Square.

Wygląda na to, że nieźle się trzyma: oprócz tłumu widzów, samych uczestników była bardzo duża grupa (choć podobno mała w porównaniu z latami siedemdziesiątymi, kiedy to bieganie osiagnęło apogeum), wielu przybyło do Bostonu z dalekich stron specjalnie w tym celu i już od dobrego tygodnia było ich widać, jak trenowali na ulicach i w parkach. Jako poważna impreza (największe coroczne wydarzenie sportowe w Nowej Anglii) maraton przyciągnął zarówno zawodników światowej klasy, jak i biegaczy-amatorów w różnym wieku i kondycji fizycznej. Specjalną kategorią byli maratończycy na wózkach, którzy kończą bieg w czasie prawie o jedną czwartą krótszym niż inni, i na mecie byli pierwsi, po nich wbiegły, w kolejności startów, kobiety z kategorii elitarnej, po nich mężczyźni, a potem różnobarwny tłum zawodników, którym udało się ukończyć bieg. Aby otrzymać numer startowy, nawet w kategorii otwartej, trzeba było się zakwalifikować z czasem poniżej trzech godzin i czterdziestu minut (kobiety) lub trzech godzin i dziesięciu minut (mężczyźni). To było jednak nic w porównaniu z czasem, w jakim pokonali trasę najlepsi! Wyniki można obejrzeć tutaj:

http://www.bostonmarathon.org/2006/cf/public/TopFinishers.htm

 Jedną z najciekawszych postaci maratonu jest ojciec, który od siedemnastu lat bierze udział w biegu, pchając wózek swojego syna - teraz stał się już legendą, ale początkowo miał kłopoty formalne z dopuszczeniem go do startu...

W tym roku wśród zawodników był też pisarz Haruki Murakami, którego można często spotkać, jak trenuje, biegając na Memorial Drive wzdłuż rzeki Charles.

Pogoda dopisała, dopiero późnym popołudniem, gdy większość maratończyków można było oglądać, jak zmęczeni, lecz dumni chodzili po ulicach centrum Bostonu, przykryci pelerynkami z folii aluminiowej.

wtorek, 11 kwietnia 2006
Zaczynamy
Juz trzy miesiące życia bostońskiego, duzo szybszego i ciekawszego od przedmieść na Long Island, czasem aż nie wiadomo, co robić, tyle można wybrać, tyle jest miejsc do obejrzenia, wydarzeń, nowych znajomych. 
Blog nie będzie miał charakteru osobistych zapisków, nastawiam się raczej na bostońskie opowiastki, migawki, wrażenia, czasem ilustrowane zdjęciami.
Zapraszam!