| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
O autorze

Be a book trader at BookMooch.com
środa, 09 kwietnia 2008
Pulitzer :-)

http://web.mit.edu/newsoffice/2008/diaz-pulitzer-0407.html

środa, 23 maja 2007
Koncerty

Ostatnio byliśmy na dwóch koncertach… na MIT. Grali studenci, absolwenci i ludzie związani z MIT, uczelnia bowiem promuje wszechstronność, i to tę w poważnym wydaniu. Nie, że student, bądź co bądź, uczelni technicznej, ma hobby: tańczy sobie w dyskotece czy robi na drutach. Zainteresowania są profesjonalne, a studenci są doskonali w tym, co robią.

Przykład: Bogdan Fedeles, doktorant Wydziału Inżynierii Biologicznej, który wkrótce się broni, oprócz tego jest redaktorem The Tech, jednej z gazet MIT (o wydawnictwach MIT napiszę kiedyś osobno, bo nie są to żadne szkolne gazetki, ale naprawdę niezłe pisma z ciekawymi wywiadami i artykułami obok wiadomości krajowych, miejskich i campusowych) i aktywnym członkiem Rady Wydziału. Otrzymał on stypendium Emersona, które pozwala mu doskonalić się jako pianiście na poziomie konserwatorium (studiuje w New England Conservatory) i to właśnie jego solowy koncert (coroczne, obowiązkowe podsumowanie pracy stypendysty) był pierwszym, na który nas zaproszono. Jakość naprawdę świetna! A grał niełatwe utwory romantyków. Generalnie (tak na marginesie), zauważyłam, że wszyscy Rumuni, których poznaję (poza granicami Rumunii) to ludzie o niebanalnych zainteresowaniach i to rozwijanych bardzo intensywnie – żadnej powierzchownej znajomości tematów. Ciekawe, czy wszyscy Rumuni tacy są, czy ci najciekawsi wyjeżdżają z kraju?


Drugi koncert to składanka wykonywana przez członków Towarzystwa Muzyki Kameralnej MIT (tak, tak!) – trio z pianistą (Bogdanem, oczywiście) i dwa kwartety smyczkowe. Świetna porcja dobrze wykonanej muzyki, przyjemnośc dla ucha, blisko z pracy… Czego chcieć wiecej.

niedziela, 12 listopada 2006
eksperymentalnie

Kto lepiej, niż szkoła inżynierska, mógłby zadbać o środowisko? MIT może się pochwalić sporą liczbą nowatorskich rozwiązań, które mają przy okazji rzeczywisty, pozytywny wpływ na otoczenie. Nie będę pisać o sprawach tak oczywistych jak segregacja śmieci, szczegółowe zalecenia dotyczące toksycznych i radioaktywnych odpadów itd., skupię się tylko na dwóch  ciekawych metodach tutaj zastosowanych. 

Dostępność wody jako palący problem środowiskowy pojawiła się masowo w mediach stosunkowo niedawno, za to intensywność , z jaką problem ten jest podkreślany, rośnie w postępie logarytmicznym. Wiadomo, że wiele stosowanych obecnie rozwiązań technologicznych (tamy, odsalanie wody morskiej) ma mnóstwo minusów (środowiskowych oraz finansowych).  Nieszkodliwym i tanim rozwiązaniem, które z jakiegoś powodu jest (co wydawałoby się dziwne, ale trzeba pamiętać, że nawadnianie nie jest prestiżowe ani nie przyniosi sławy) stosunkowo rzadko stosowane w praktyce, jest odzyskiwanie deszczówki. W budynku Stata Center (który jest architektonicznym dziwadłem, ale podobno jest bardzo praktyczny i pełen rewelacyjnych pomysłów; niektórym się nawet podoba) woda we wszystkich toaletach pochodzi właśnie z deszczu - za budynkiem jest sztuczne suche koryto rzeczne, wypełnione żwirem, które zbiera wodę podczas deszczu. Woda przechodzi potem przez system filtrów do podziemnych zbiorników, gdzie jest przechowywana i skąd dociera do łazienek w Stata Center. Koryto to jest przy okazji ładne, pełne pięknie posadzonych roślin, kwitnących po kolei przez większą część roku, których głównym celem jest zapewnienie optymalnego poziomu biofiltracji: oczyszczają one wodę z oleju, benzyny i innych tłuszczy oraz zawiesin stałych. Są tam szuwary, wierzby płaczące, rododendrony... Całość wygląda wyjątkowo romantycznie, aż trudno uwierzyć, że jednocześnie ma bardzo przyziemne, praktyczne zastosowanie. 

Innym ciekawym pomysłem wypróbowywanym na MIT jest bioreaktor z jednokomórkowych glonów, zainstalowany na dachu elektrowni i wytwarzający biomasę w procesie fotosyntezy, wykorzystując produkowany przez elektrownię dwutlenek węgla. To pomysł byłego postdoca z wydziału Inżynierii Chemicznej, obecnie założyciela i szefa firmy GreenFuel Technologies Corp., Isaaca Berzina (przy okazji, na MIT jest wyjątkowe parcie do biotechu, olbrzymia większość grup współpracuje z firmami , a doktoranci w procencie chyba sporo wyższym niż na innych uczelniach decydują się na karierę przemysłową). Glony, odporne organizmy, które są w stanie żyć w różnych warunkach, od Antarktydy, po gorące źródła, do zasolonych jezior, zostały wraz z wodą wprowadzone do szkanych rur w trzydziestu trzymetrowych, trójkątnych strukturach na dachu budynku generatora. Glony te podobno w słoneczne dni są w stanie zaabsorbować ponad 80% wytwarzanego w  generatorze dwutlenku węgla, a w dni deszczowe - ok. 50% (pytanie, co dzieje się z dwutlenkiem węgla, który same glony, jak inne rośliny, wytwarzaja netto w procesie oddychania i w nocy nie zużywaja?). Dodatkowo, glony rozkładają także szkodliwe tlenki azotu (składniki smogu) do azotu i tlenu oraz, podwajając swoją masę co kilka godzin, mogą być zbierane i przechowywane, po czym używane jako biopaliwo? Idylla (teoretyczna i eksperymentalna; faza praktyczna, czyli używanie glonów w rolnictwie i w przemyśle, co jest celem tego przedsięwzięcia, w praktyce dopiero się rozpoczyna).

środa, 14 czerwca 2006
Wakacje


Anton Thomas

W piątek odbyło się zakończenie roku akademickiego  oraz wręczenie dyplomów. Zupełnie inne i dużo bardziej uroczyste od tego z moich wspomnień na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie wszystkie lata kończyły się po prostu sesją (albo, hmmm, wyjazdem na zajęcia terenowe), a po obronie dyplomu i gratulacjach od komisji swiętowałam w domu. Tutaj studenci wkładają togi i birety (nakrycia głowy są szczególnie wyszukane), próby uroczystości odbywają się przez całe tygodnie, przyjeżdżają absolwenci i jest ich tylu, że ogłaszają spotkania rocznikami, a po campusie jeżdżą specjalnie na ten cel przygotowanymi autobusami. Miło - jakoś wyobrażam sobie, że ten dzień na długo pozostaje w pamięci absolwentów,  którzy po czterech latach ciężkiej pracy są tak uhonorowani. Nie bez znaczenia jest pewnie fakt, że ich składki w przyszłości będą zasilać budżet uczelni...

Na MIT zorganizowana została parada po Massachusetts Avenue w Cambridge oraz mnóstwo bardziej lub mniej oficjalnych imprez sportowych, obiadów, spotkań i przemowień. 

No, a teraz, mimo, że już od paru tygodni, odkąd skończyły się zajęcia, było wokół pustawo, nadeszły prawdziwe wakacje! Chociaż nie dla wszystkich, ponieważ  wielu studentów bierze tutaj udział w letnich zajęciach organizowanych zresztą na wszystkich uniwersytetach. Niezły sposób na zaliczenie obowiązkowych przedmiotów i szybsze zakończenie studiów...

                                              Commencement on Killian Court

(zdjęcia z serwisu MIT)


sobota, 27 maja 2006
hackers

Jedna z lżejszych i dobrych na wiosnę tradycji MIT to złośliwe figle (zwane "pranks" albo "hacks"), które bractwa i inne organizacje studenckie płatają bractwom z innych uczelni. W tym roku wiosna została zainaugurowana tuż po przerwie wiosennej pojawieniem się 6 kwietnia na dziedzińcu przed Green Building... armaty ukradzionej z Caltech, która stale stoi przed Fleming House w Pasadenie. Przewiezienie ciężkiego działa z czasów wojny secesyjnej kosztowało wiele wysiłku i było planowane od grudnia, kiedy to grupa studentow i pracownikow MIT (większość z nich wolała pozostać anonimowa) postanowiła zorganizować ten, jakże miły, żarcik. Jedyne, o czym żartownisie zapomnieli, to pozostawienie zwyczajowej notki z wyjaśnieniem, kto dokonał tego wspaniałego wyczynu. Brak zawiadomienia spowodował małe zamieszanie: Caltech powiadomił policje o kradzieży działa...

 Armata prezentowała się pięknie. Przyozdobiona została (to też musiało być zawczasu zorganizowane!) pozłacanym sygnetem z symbolem MIT - szczurem (który mnie bardziej przypomina bobra, ale to kwestia indywidualnych wyobrażeń, jak sądzę), Niestety, nie można było podziwiać jej długo - już po czterech dniach pojawili się przedstawiciele Caltechu, zabierajac ją z powrotem.

 Dokuczanie innym uczelniom nie jest jedyną domeną dowcipnisiów z MIT, potrafią oni równie dobrze śmiać się z samych siebie...